Kryzys w relacji terapeutycznej

„I że cię nie opuszczę aż…”


W psychoterapii, jak w każdej innej relacji, prędzej czy później docieramy do punktu, w którym robi się jakoś wyjątkowo trudno. Zaczynamy czuć się tak, jakbyśmy utknęli na wiele godzin przed starym telewizorem z lat 60., który wyświetla nam tylko jeden obraz – ponurej czarno – białej śnieżycy. Przestajemy mieć nadzieję na zmianę, mamy poczucie dreptania w miejscu. W końcu mamy ochotę już tylko wypchnąć ten zepsuty telewizor za okno.

Zjawisko kryzysu w relacji terapeutycznej jest znane specjalistom. Dobrze jest, gdy również pacjent jest świadomy nieuchronności kryzysu i ma odpowiednie nastawienie do trudności, które mogą nadejść w procesie terapii. Z tą wiedzą mamy większe szanse, że przetrwamy trudny moment i dzięki temu przeskoczymy o szczebelek wyżej w naszej drodze do uzdrowienia. Moment postrzegany jako kryzysowy, bywa bowiem najczęściej również przełomowym momentem w procesie psychoterapeutycznym.

Na początku psychoterapii zazwyczaj jest całkiem nieźle. Po kilku pierwszych spotkaniach prawdopodobnie udaje się nawiązać jakąś nić porozumienia, a 50 minut sesji nie dłuży się już w nieskończoność. Zazwyczaj jesteśmy w stanie już rozmawiać z terapeutą w miarę swobodnie, czasami zdarza się nawet, że sesja wydaje nam się zbyt krótka, by poruszyć wszystkie tematy. Do tego stopnia, że z niecierpliwością czekamy na następną.

Kryzys zwykle zaskakuje wtedy, gdy już wydaje się, że wszystko zaczyna zmierzać we właściwym kierunku. Już było jakby lepiej… Nagle terapeuta zaczyna wydawać się mniej empatyczny, zdystansowany, niechętny lub nawet wrogi. Pacjent zaczyna mieć poczucie bycia niezrozumianym, odrzuconym. Zdarza się, że drobny gest ze strony terapeuty – ziewnięcie, spoglądanie w okno, urlop, odwołanie sesji czy podwyżkę ceny za usługę – pacjent odbiera jako skierowane personalnie przeciwko niemu. Czuje złość na terapeutę, nie ma ochoty przychodzić na sesje, zaczyna się spóźniać lub wychodzić przed czasem.

Dzieje się tak dlatego, że relacja terapeutyczna, nie jest czymś stabilnym i przewidywalnym. Tak jak wszystkie inne relacje w naszym życiu, jest dynamiczna. Ma to związek z dwoma najważniejszymi elementami, które towarzyszą nam w terapii – z przeniesieniem i przeciwprzeniesieniem.
W uproszczeniu można powiedzieć, że przeniesienie to zjawisko, które sprawia, że zaczynamy odbierać terapeutę w taki sam sposób, w jaki odbieraliśmy znaczące dla nas osoby w dzieciństwie (zazwyczaj rodziców lub opiekunów, szczególnie matkę). W relacji z terapeutą odtwarza się podświadomie tamta istotna dla nas relacja, czemu nieuchronnie towarzyszą trudności.

Gdy wspólnie z terapeutą zaczynamy docierać do trudnych, bolesnych tematów, które przez lata były odsuwane i spychane w najdalsze zakamarki naszego umysłu, nasze samopoczucie zaczyna się pogarszać i wychodzimy z sesji z poczuciem, że miało być lepiej, a jest jeszcze gorzej – tak źle, że być może nie warto więcej przychodzić.

Czasami przyczyną kryzysu w terapii może być nasz opór przed zmianą, którego sobie do końca nie uświadamiamy. Niby chcemy zmiany na lepsze w naszym życiu, ale jednak… Gdy przez przez długi czas funkcjonujemy w jakimś schemacie, wyjście z niego może jawić się nam jako rodzaj zagrożenia, i na przykład stwierdzamy, że „lepiej niech już będzie tak, jak było”. To co znane, wydaje się być bezpieczniejsze. Dlatego zaczynają pojawiać się myśli o ucieczce i zakończeniu terapii.
Nie bez znaczenia w kontekście kryzysu w terapii jest również zjawisko przeciwprzeniesienia i ewentualne błędy popełniane przez terapeutę. Przeciwprzeniesienie, w uproszeniu, to wszystko, co odtwarza się w terapeucie względem danego pacjenta. Relacja terapeutyczna nie jest jednostronna. Pacjent, mówiąc o swoich trudościach, wyzwala w terapueucie pewne uczucia i reakcje. Terapeuta, jak każdy człowiek, również ma swoje obciążenia i obszary życia, w których być może radzi sobie gorzej. Na przykład – pacjent opowiada o czymś, a terapeuta wydaje się być myślami gdzie indziej, jakby nie podążał za wypowiadanymi słowami, zamyślony patrzy w okno. Być może opowiadana przez pacjenta historia otwiera w głowie terpaeuty jakieś wspomnienia z jego własnego życia, które absorbują go przez chwilę tak mocno, że traci koncentrację. Nie jest to jednak powód do zmartwień – mądry terapeuta wie, jak posłużyć się przeciwprzeniesieniem, poddać je refleksji i przekształcić z korzyścią dla pacjenta.

Dobra wiadomość jest taka, że kryzys nie jest gwoździem do trumny psychoterapii. Szczere wyrażanie negatywnych uczuć wobec terapeuty otwiera przed nami inną perspektywę dla zrozumienia siebie. Choć jest to niejednokrotnie ogromnym wyzwaniem dla pacjenta, daje możliwość przepracowania trudności, które pojawiły się w bieżącej relacji. A przez to – pośrednio – przeżycia tamtych trudności z naszych wczesnych związków w sposób bardziej świadomy. Dzięki temu możemy uniknąć ich powielania w naszych obecnych i przyszłych relacjach.

Warto więc przezwyciężyć niechęć i pozostać w terapii, bo wycofując się w momencie kryzysu, możemy utracić wszystko to, co zostało do tej pory wypracowane. Jeżeli pacjent mówi szczerze o swoich uczuciach, współpracuje z terapeutą i przetrwa ten trudny czas, z dużym prawdopodobieństwem jest na dobrej drodze do pozytywnej, trwałej zmiany.

„Słonecznik”

*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *