Albo kochane mniej…

Często w rozmowach z rodzicami słyszę zapewnienia, że kochają swoje dzieci jednakowo i nie robią wyjątków w okazywaniu czułości i afirmacji swoich pociech. Do rzadkości należy ojciec lub matka, która przyznaje że jedno z dzieci traktuje z większą atencją, poświęca mu więcej czasu lub obdarza przywilejami – jednak zawsze tłumacząc swoją intencję np. płcią (chłopcom wolno więcej), chorobą, wrażliwością emocjonalną dziecka czy trudnościami adaptacyjnymi. Tylko nieliczni rodzice potrafią przyznać, że jedno dziecko lubią i kochają a drugie… kochają z poczucia obowiązku. Bo jak nie kochać miłego synka, który zarzuca ręce na szyje mamusi i powtarza że kocha ją najbardziej na świecie? Trudniej kochać krnąbrną starszą córkę, która wprost manifestuje swoje niezadowolenie i podkreśla na każdym kroku że bardziej kocha tatusia… Przyznanie się do tego, że nie kocha się swoich dzieci jednakowo, jest bardzo trudne. Poczucie bycia małostkowym ojcem lub małostkową i mało kochającą matką nie jest przyjemne i łatwe. Nic więc dziwnego że te uczucia zostają zaprzeczone i wyparta. Bywa że rodzice bardzo dziwią się w rozmowie już z dorosłymi dziećmi, że te czuły się mniej kochane niż ich rodzeństwo lub odwrotnie – że były obdarzone tak silną emocjonalną więzią że do dzisiaj nie mogą odnaleźć własnej tożsamości i przeżywają bolesne rozczarowania w swoich związkach.
Problem stary jak ludzkość.. jak Biblia… Właśnie w Biblii znajdziemy niezwykłą historię sprzed ponad 1600 lat p.n.e. o Józefie Egipskim. Urodził się w rodzinie nomadów – biblijnego patriarchy Jakuba. Ojciec nazwał go Josifiasz czyli w skrócie Józef. Józef był jedenastym, najmłodszym dzieckiem. Nie wiemy, co takiego stary patriarcha biblijny Jakub zobaczył w tym chłopcu, ale obdarzył go tak silnym uczuciem miłości, że zupełnie przestał zważać na to, że pozostali synowie mogą czuć się odrzuceni i pominięci. Biblijny Jakub nie bez powodu obdarzył tak silnym uczuciem swoje najmłodsze dziecko, najbardziej bezbronne, delikatne… Co przebudziło się w sercu dojrzałego już mężczyzny? Przerzucając kilka kart Biblii do tyłu, odnajdziemy historię małego Jakuba, który urodził się jako najmłodsze dziecko. Był delikatny i wrażliwy. Jego starszy brat był jego przeciwieństwem: silny, zaradny, urodzony wojownik. Ich ojciec Jozue całe swoje serce i uwagę zwrócił ku starszemu synowi, nie ukrywając swojego wyboru. Młodszy syn Jakub, delikatny i wrażliwy z pewnością przwżywał ból odrzucenia przez ojca. W chwili gdy jako dorosłemu mężczyźnie rodzi się najmłodszy syn, na nowo przeżywa swoją własną historię. Swojego najmłodszego syna otacza miłością tak silną, jakby to nie Józef mu się urodził ale on sam… i teraz ma możliwość otoczyć tego małego, pominiętego chłopca opieką i miłością.
Nancy McWilliams analizując mechanizm odwrócenia pisze: „Jeśli wstydzimy się swojego pragnienia, by ktoś się nami zaopiekował, lub uważamy je ze niebezpieczne, możemy pośrednio zaspokoić swoją potrzebę zależności, otaczając kogoś opieką i nieświadomie identyfikując się z gratyfikacją osoby otrzymującej opiekę”. Czyż nie w taki sposób patriarcha Jakub zaspakajał swoją potrzebę identyfikując się z poczuciem wyjątkowości, dumy i wyższości jaką przeżywał jego syn Józef

Ale gdy zaczynamy kochac jedno dziecko bardziej to inne zaczynamy kochać mniej…
Pewien mężczyzna jest troskliwym ojcem dla swojej małej córeczki do momentu, gdy rodzi mu się syn. Trudno mu odnaleźć podobne uczucia jakie ma do swojej córki. Jest wobec niego surowy i gotowy karcić go za najmniejsze przewinienie. Mężczyzna doświadczył psychopatycznej agresji psychicznej i fizycznej ze strony ojca. Przeżywany strach dziecka jest dla niego, poprzez mechanizm odwrócenia, przeżywaniem na nowo własnego strachu a demonstrowanie swojej siły jest nieświadomą reakcją na wspomnienie własnej bezradności którą przeżywał wobec ojca. Jednym słowem nasze dzieci „odtwarzają” nasze nieprzepracowane lęki i deficyty, które mają realny wpływ na nasze relacje z dziećmi.
I może mała próba zrozumienia trudności przyszłej matki… Kobieta ma poczucie że była niechcianym dzieckiem. Matka w chwili szczerości przyznała się, że gdyby nie zaszła w ciąże, jej życie potoczyłoby się inaczej. Kobieta patrząc na nieszczęśliwe małżeństwo swoich rodziców, całe życie obwinia się, że jej narodziny unieszczęśliwiło jej rodziców… Obecnie staje przed decyzją małżeństwa, zastanawia się czy będzie kochać swoje dziecko… Czy jej obawy są słuszne? Oceńcie sami…
„Słonecznik”
*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.