Zawalczyć o siebie…

Wiele lat temu, w czasach kiedy kary cielesne i klapsy były wśród rodziców powszechną praktyką i nikogo nie oburzały, pewien człowiek mawiał do swoich dzieci: „Ja was bić nie będę, bo życie was jeszcze wystarczająco wytłucze”. I rzeczywiście nigdy nie uderzył żadnego ze swoich ośmiorga dzieci. A czy życie rzeczywiście każdemu z nas daje w kość? Z pewnością tak. Choć nie każdemu jednakowo, i nie na tym samym etapie. Niektórym przypada w udziale trudne dzieciństwo, inni napotykają poważne schody dopiero w wieku dorosłym. Świat, w którym żyjemy, naraża nas nieustannie na konfrontację z trudnymi, skrajnymi sytuacjami. Z pewnością każdy człowiek ma coś takiego, co mógłby nazwać swoim prywatnym klapsem od losu. Każdy z nas znalazł się kiedyś w sytuacji, gdy myślał, że „gorzej już być nie może”. Podobnie jak dwie żaby, które wpadły do wiadra pełnego śmietany i znalazły się w sytuacji krytycznej. Gęsta, lepka maź oblepiła żabie łapki, sprawiając, że poruszanie się było niezwykle trudne. Z początku obie usiłowały przebierać łapkami, rozpaczliwie usiłując podpłynąć do brzegu wiadra. Jednak na próżno – pluskały łapkami, tkwiąc wciąż w tym samym miejscu, nie przesunęły się do przodu ani o centymetr. Tymczasem z każdą chwilą coraz trudniej było im złapać oddech i utrzymać się na powierzchni. Jedna z nich powiedziała: – Już dłużej nie mogę. Stąd nie ma wyjścia. W tej substancji nie da się pływać. Ponieważ i tak umrę, nie będę przedłużać mego cierpienia. To tylko daremne zużywanie sił, jeśli i tak umrzemy z wyczerpania. Po czym przestała przebierać łapkami i już po chwili utonęła pochłonięta całkowicie przez gęsty i biały płyn. Druga żabka, bardziej wytrwała bądź bardziej uparta, powiedziała do siebie: – Nie ma stąd wyjścia! W tej masie nie można się ruszyć w żadną stronę. Pomimo że nadchodzi śmierć, będę walczyć do ostatniego tchu. Nie mam zamiaru umierać ani o sekundę wcześniej od zapisanej mi godziny. Mijała godzina za godziną, a ona przebierała łapkami i chlapała ciągle w tym samym miejscu, ale nie ruszyła się nawet o centymetr. I nagle, od ciągłego chlapania i ubijania łapkami, wstrząsania i trzepania, ze śmietany zrobiło się masło. Zdziwiona żabka skoczyła i ślizgając się, dotarła do brzegu wiaderka. Stamtąd już bez problemu udało jej się wydostać na zewnątrz, i w radosnych podskokach wróciła do domu.
Bajka o dwóch żabkach w śmietanie jest próbą uświadomienia ogromnych zasobów, które każdy z nas posiada. Kiedy znajdujemy się w krytycznej sytuacji, która zdaje się być zupełnie bez wyjścia, często mamy pokusę, żeby przestać już przebierać daremnie łapkami i pozwolić się pochłonąć tej śmietanie. Tym „zapadnięciem się w śmietanę” może być rezygnacja z walki o samego siebie, o swoje zdrowie, dobrostan psychiczny, stabilność, trzeźwość, o swoją rodzinę i dobre relacje, przyjaźnie, a czasami nawet rezygnację z życia, zwaną samobójstwem – biała, gęsta i pochłaniająca nas substancja może symbolizować różne rzeczy. Pierwsza żaba poddała się niemal bez walki. Druga uruchomiła wszystkie swoje zasoby i dała z siebie tyle, ile tylko potrafiła. Jakie płyną dla nas wnioski z tej terapeutycznej opowiastki? Nie powinniśmy przedwcześnie się poddawać. Nawet jeśli nie uda nam się sprawnie dopłynąć do brzegu, możemy przez jakiś czas unosić się na powierzchni. Wówczas warto dać sobie czas i szansę na to, by nasza psychika zaskoczyła nas nieznanymi nam dotąd możliwościami. Całkiem prawdopodobne, że mamy w sobie więcej siły, niż nam się dotąd wydawało. Często nie korzystamy z naszych zasobów i wewnętrznej siły, bo nie wiemy, że one istnieją. Albo nie wiemy, w jaki sposób moglibyśmy ich użyć w tej konkretnej sytuacji. Bywa, że nasze cierpienie w danej chwili jest tak ogromne, że przesłania nam cały nasz potencjał, który mógłby zostać wykorzystany do poradzenia sobie z trudną sytuacją. Bywa i tak, że tym co nas ogranicza w sięgnięciu po naszą wewnętrzną siłę, są nasze błędne przekonania, uprzedzenia lub lęk przed odrzuceniem. Żona aktywnie pijącego, stosującego przemoc alkoholika, sądzi, że jej obowiązkiem jej trwać przy nim i wspierać go, chroniąc przed konsekwencjami nałogu, a odejście od niego byłoby skazaniem siebie i dzieci na niepewny los. To przykład błędnego przekonania, które powoduje, że łatwo „utonąć w śmietanie” – to po prostu trwanie w bezruchu. W tej sytuacji warto brać przykład z drugiej żaby. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby wówczas sięgnięcie do zasobów, czyli podjęcie odważnej decyzji o uwolnieniu się z przemocowej relacji, skorzystanie z pomocy psychologicznej, podjęcie terapii dla osób współuzależnionych, umożliwienie alkoholikowi wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Z takiego przebierania łapkami rzeczywiście może powstać masło, które pozwoli wyskoczyć na powierzchnię. Z tkwienia w bezruchu nie będzie masła. Jeszcze jedna refleksja: każdy człowiek musi sam zawalczyć o siebie. Kiedy obie żabki toną w śmietanie, jedna drugiej nijak nie może pomóc. Każda musi przebierać łapkami i ubijać masło, bo ta, która będzie tylko czekać, aż ktoś inny zrobi to za nią – utonie, nim się doczeka. Podobnie każdy człowiek musi sam zawalczyć o wydostanie się z wiaderka. W trudnych sytuacjach psychoterapeuta może być dla nas istotnym wsparciem – może podstawić drabinę pod wiadro ze śmietaną, ale przebierać łapkami każdy z nas musi sam – co oznacza, że bardzo dużo zależy od naszych starań o siebie.
* bajka o dwóch żabach w śmietanie zaczerpnięta została z książki „Pozwól, że ci opowiem” Jorge Bucay.
„Słonecznik”
*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.