Jak odnaleźć równowagę w wojennej rzeczywistości…

Ostatnie tygodnie przyniosły nam coś, czego raczej zupełnie nie braliśmy pod uwagę. Zmęczeni pandemią koronawirusa, która była z nami od dwóch lat, oczekiwaliśmy wiosny, zniesienia restrykcji epidemicznych i powrotu do normalności. Tymczasem zamiast normalności, otrzymaliśmy wojnę za naszą wschodnią granicą, w Ukrainie. Każdego dnia pełni obaw śledzimy nowe informacje, widzimy niewyobrażalne ludzkie tragedie, cierpiące rozdzielone z rodzicami dzieci, ludzi którzy musieli zostawić wszystko i uciekać w nieznane przed zagrożeniem. Współczujemy im tak trudnej sytuacji, staramy się pomagać, na ile potrafimy, ale wielu z nas dodatkowo przeżywa w tych dniach nasilony lęk. Słyszymy wypowiedzi ludzi mających w swoich rękach losy świata, mówiących, że nie będzie żadnych ustępstw. Docierają do nas informacje o tym, że wrogo nastawione do nas mocarstwo jest skłonne odstraszać przy użyciu broni nuklearnej. Słyszymy w wiadomościach o ryzyku uszkodzenia reaktorów elektrowni atomowej w wyniku działań wojennych. Oglądamy zdjęcia, które napełniają nas smutkiem i niepewnością. Zastanawiamy się, co nas czeka.
Jak nie wpaść w pułapkę paraliżującego lęku?
Co można zrobić, żeby nie rozsypać się psychicznie?
Czy pomimo tego kryzysu, którego jesteśmy teraz świadkami, możemy jeszcze myśleć o czymkolwiek innym i po prostu żyć dalej?
Strach jest czymś naturalnym i ma swoje pozytywne oblicza – jest na przykład czynnikiem motywującym do podejmowania działań, które mają nas i naszych bliskich zabezpieczyć przez potencjalnym zagrożeniem. Jeżeli jednak przejmuje on nad nami kontrolę i przewleka się w czasie, zamienia się w lęk, który nie jest już pozytywnym, motywującym zjawiskiem. Długotrwały, silny lęk zaczyna nas wyniszczać.
Fizjologiczna, wpisane w naszą strukturę genetyczną reakcja na silny stres polega na schemacie „walcz lub uciekaj”. Oznacza to, że słuchając wiadomości o działaniach wojennych i oglądając dramatyczne obrazy im towarzyszące, w naszym organizmie dochodzi do wyrzutu „hormonów stresu” – adrenaliny i kortyzolu. Nasz oddech staje się szybszy i głębszy, wzrasta tętno i ciśnienie krwi, a ośrodek stresu znajdujący się w podwzgórzu wysyła sygnał do organizmu, aby „wyłączyć” niektóre funkcje, nie związane z przygotowaniem się do krytycznej sytuacji. Te reakcje polegające na mobilizowaniu organizmu do walki były bardzo potrzebne dla przetrwania naszego gatunku na przestrzeni czasów, jednak ten schemat „walcz lub uciekaj” kompletnie nie znajduje zastosowania, jeśli wziąć pod uwagę wiele współczesnych źródeł stresu, na przykład obecną sytuację konfliktu zbrojnego toczącego się tuż obok nas.
Aby móc normalnie funkcjonować i nie „rozsypać się” psychicznie, musimy nauczyć się nowych przystosowawczych reakcji stresowych, nie zaprzeczać lękowi który nam towarzyszy i znaleźć sposób na pokierowanie naszym ciałem tak, aby wyciszyć w nim genetycznie zaprogramowany mechanizm „walcz lub uciekaj”.
Ale co to oznacza w praktyce?
1. Nie zaprzeczaj lękowi. Udawanie, że w Ukrainie nic się nie dzieje, przekierowanie całej uwagi na jakieś działania, mające zagłuszyć obecność lęku – to nie jest dobre rozwiązanie. Po początkowym wyciszeniu, lęk może do ciebie wrócić ze zdwojoną siłą.
Spróbuj więc poczuć swój lęk i trochę go oswoić, wytrwać w nim, godząc się z jego obecnością. Możesz podzielić się tym co czujesz z przyjacielem, zaufaną bliską osobą.
2. Ogranicz napływ informacji, które wywołują u ciebie wzrost napięcia i lęk. Nie oznacza to, że masz zamknąć oczy na to, co się dzieje i zupełnie odciąć się od bieżących wydarzeń. Chodzi o to, żeby zmniejszyć ilość bodźców wpływających na ciebie negatywnie. Wyznacz sobie np. dwa razy po 15 minut w ciągu dnia, które przeznaczasz na włączenie TV i oglądanie wiadomości, albo scrollowanie internetu w poszukiwaniu bieżących komunikatów. Długotrwały zalew informacji sprawia, że czujesz się wyczerpany a twój lęk przejmuje nad tobą kontrolę. Pozostaw dla siebie czas, w którym nie śledzisz bieżących informacji o działaniach wojennych, ale koncentrujesz się na twoim życiu, tu i teraz.
3. Działaj – jeśli czujesz, że to pomoże ci zapanować nad swoim lękiem i odzyskać częściowo poczucie sprawczości, zaangażuj się w pomoc innym. Często aktywne działanie dla innych pomaga zmniejszyć własne obawy i daje poczucie, że nie jesteśmy zupełnie bezradni w obliczu kryzysu. Pamiętaj jednak, by robić to rozsądnie – nie rzucaj się w wir, w którym spożytkujesz całą swoją energię, a potem „padniesz” z rozładowanym akumulatorem. Pomagaj innym, nie zapominając jednocześnie o sobie. Wyczerpany emocjonalnie człowiek nie ma zasobów, by pomagać innym.
4. Nie dopuszczaj do głosu małego stworka, który w twojej głowie usiłuje pisać czarne katastroficzne scenariusze, czy to o wybuchu wojny nuklearnej, czy o rozlaniu się konfliktu zbrojnego na nasz kraj, czy o czekającej nas kompletnej zapaści gospodarczej. Tak, to są obawy, które towarzyszą teraz nam wszystkim, ponieważ sytuacja, w której się znaleźliśmy jest zupełnie nowa, i świat nie będzie już taki sam, jak do tej pory. Ale nakręcanie się w pisaniu czarnych scenariuszy nie służy nikomu – przed niczym nas to nie uchroni, a zużywa jedynie nasze cenne zasoby emocjonalne, pozostawiając nas z narastającą paniką, i utrudniając jeszcze bardziej powrót do rzeczywistego życia, które jednak wciąż się toczy.
5. Wreszcie – jako ostatnia, ale niezwykle ważna rada – szukaj wsparcia w dobrych relacjach. Nie pozwól, aby twój strach przed nieznanym obezwładnił cię i sprawił, że wycofasz się z budowanych przez siebie więzi. Wspólnie spędzony czas, życzliwa, wspierająca rozmowa, dzielenie się przeżyciami z ludźmi, którym ufamy, uśmiech i przytulenie – mają wielką moc, również w łagodzeniu lęku.
„Słonecznik”
*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.
Jeśli czujesz że dramatyczne doniesienia z wojny wyzwalają u ciebie nieproporcjonalny lęk i niepokój, umów się na darmową konsultację online.