Teatry ciała

Gdy ciało krzyczy…


Pewna kobieta od dawna szuka przyczyn swoich dolegliwości. Zmaga się z bólem fizycznym, który towarzyszy jej od lat. Zazwyczaj lokalizuje się on w kręgosłupie szyjnym i plecach. Często towarzyszy mu uczucie drętwienia i mrowienia, a nawet chwilowej utraty czucia w dłoniach. Dodatkowo coraz częściej pojawiają się bóle brzucha po posiłkach i ogólny dyskomfort związany z układem pokarmowym. To wszystko jest na tyle uciążliwe, że znacznie pogarsza jej jakość życia, odbiera radość i utrudnia normalne funkcjonowanie w codzienności. Ma wrażenie, że wszystko kręci się wokół nieodłącznie towarzyszącego jej bólu – wpływa on znacząco na jej plan dnia, aktywność zawodową, częste nieobecności w pracy, ograniczenie kontaktów towarzyskich. Wnikliwie obserwuje swoje dolegliwości, a im bardziej je analizuje, tym większe odczuwa przygnębienie. Dlatego kobieta umawia wizyty u kolejnych lekarzy w nadziei, że któryś z nich w końcu znajdzie i usunie przyczynę jej fizycznych cierpień, a przez to – pośrednio – uczyni jej życie lepszym i w pewnym sensie ją uwolni. Lekarze zlecają kolejne badania. Wyniki badań laboratoryjnych krwi są książkowe. W badaniach obrazowych uwidoczniono zupełnie zdrowy kręgosłup, który w dzisiejszych czasach jest już raczej wyjątkiem, niż regułą, i wywołuje zdumienie radiologów opisujących wyniki, rzadko widzących tak idealny obraz.
Jest już pokaźna teczka ze skrupulatnie gromadzoną dokumentacją medyczną, w której nadal nie można znaleźć odpowiedzi na pytanie o źródło dolegliwości. Co dalej?
Lekarze zrobili już pierwszą, ogromnie ważną część pracy, której nie można pominąć – wyeliminowali podłoże somatyczne tych dolegliwości. Oznacza to, że wykluczyli wszystkie choroby, które mogłyby dawać takie objawy. Mają pewność, że przyczyną nieustannego bólu i drętwienia kończyn nie jest zwyrodnienie kręgosłupa, żadna choroba neurologiczna, choroba zapalna stawów. Ani żadna inna choroba, którą można by nazwać „somatyczną”, czyli pochodzącą z ciała. Mają pewność, że za bólami brzucha i biegunkami nie stoi żadna realnie istniejąca choroba zapalna jelit, nowotwór czy choroba wrzodowa. Mądry lekarz wie, że jeśli ból nie pochodzi z ciała, może pochodzić z ludzkiej psychiki. W takiej sytuacji odsyłanie pacjentki od specjalisty do specjalisty, kierowanie na kolejne, powielające się badania, sprawdzanie jeszcze raz i jeszcze raz, albo przewlekłe leczenie lekami przeciwbólowymi, które nie przynosi efektów – wówczas to wszystko nie ma sensu. Zamiast tego warto czasami odwrócić ten obrazek, i poszukać przyczyn na jego drugiej stronie. Właśnie w psychice i wcześniejszych doświadczeniach tej osoby, która zmaga się z dolegliwościami.

Dlaczego cierpienie psychiczne może dawać dolegliwości w postaci objawów fizycznych (np. przewlekłego bólu) ?
Człowiek jest skomplikowanym mechanizmem, złożonym z dwóch części – ciała i umysłu. Pod uproszczonym pojęciem „umysł” kryje się cały nasz niezwykle precyzyjny układ nerwowy: mózg, rdzeń kręgowy, odchodzące od niego nerwy oraz neuroprzekaźniki – czyli substancje chemiczne, odpowiadające za przewodzenie impulsów z ciała i „dostarczanie ich” do mózgu. Na tą komunikację pomiędzy mózgiem a ciałem zupełnie nie mamy wpływu, wiele z reakcji zachodzi automatycznie. Odpowiada za to autonomiczny układ nerwowy – to właśnie on powoduje, że w sytuacji zagrożenia wzrasta nam tętno i ciśnienie krwi, oddychamy szybciej, a w mięśniach włókna kurczą się, powodując ich zwiększone napięcie i gotowość do obrony lub ucieczki.

W podobny sposób powstaje ZABURZENIE SOMATYZACYJNE, które jest przyczyną cierpienia u osób długo i bezskutecznie poszukujących diagnozy u wielu lekarzy. W uproszczeniu można powiedzieć, że jest to odczuwanie cierpienia psychicznego poprzez ciało, pod postacią dolegliwości fizycznych. Odbywa się to na poziomie nieuświadomionym. A przez to bywa zupełnie nieoczywiste. Zdarza się, że jest niezwykle trudno przekonać cierpiącą osobę do porzucenia niekończącej się diagnostyki i sięgnięcia po pomoc psychologiczną. Kiedy jednak osoba zmagająca się z somatyzacją zdecyduje się na psychoterapię, niemal zawsze okazuje się, że u początku jej dolegliwości fizycznych znajduje się jakieś trudne doświadczenie z przeszłości. Z dużym nasileniem zaburzeń somatyzacyjnych mamy do czynienia zwłaszcza u osób, które doświadczyły traumatycznych przeżyć w okresie dzieciństwa. Somatyzacja może również towarzyszyć zaburzeniom lękowym oraz depresji, tworząc swego rodzaju „maskę” zakłócającą prawdziwy obraz sytuacji i mylnie kierującą uwagę w stronę dolegliwości fizycznych. Wówczas te skargi i cierpienia fizyczne stanowią tylko dokuczliwy objaw, nie przyczynę.

Może objawiać się nie tylko dolegliwościami bólowymi w różnych, nie związanych ze sobą zupełnie obszarach. Często występuje pod postacią zaburzeń ze strony układu pokarmowego – nudności, wymiotów, zaparć, wzdęć czy biegunek. Może przybierać postać zasłabnięć, omdleń, kołatania serca, hiperwentylacji (przyśpieszonego płytkiego oddychania) albo przeciwnie – bezdechów. 
Leczenie zaburzenia somatyzacyjnego to głównie psychoterapia. Ważnym elementem będzie tutaj zidentyfikowanie prawdziwych problemów, które leżą u źródła dolegliwości ( czy są to lęki, czy depresja, czy zaburzenia osobowości albo jeszcze coś innego) – i postępowanie terapeuty będzie uzależnione od przyczyny. Nie bez znaczenia będzie również nauka radzenia sobie ze stresem i zmniejszanie zaangażowania w nieustanne obserwowanie objawów.

„Słonecznik”

*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.