Złapani w pajęczą sieć

Gdy się ugrzęzło we własnym domu rodzinnym…


W jednym z programów telewizyjnych poświęconym dorosłym dzieciom z rodzin dysfunkcyjnych, pan Marek, obecnie mąż i ojciec, omawiał jak trudno mu uwolnić się od rodzinnego domu. Przyznał że często czuje się jak owad w pajęczej sieci. W dzieciństwie był świadkiem picia i przemocy ze strony ojca. Wspominał, jak bardzo się bał i toczył wewnętrzną walkę pomiędzy pragnieniem ukrycia się a poczuciem obowiązku ratowania matki. Matka była krucha, wycofana i za wszelką cenę starała się załagodzić sytuację, unikając wszystkiego co mogłoby rozzłościć męża. Paraliżowana strachem rezygnowała z możliwości zatrzymania przemocy męża, licząc że wszystko jakoś się ułoży. Gdy dorastał, matka wprost komunikowała mu, że jego obowiązkiem jest stawać w obronie jej i młodszego rodzeństwa.

Pomimo że pan Marek założył swoją rodzinę, ma wymagająca pracę, trójkę dzieci – nadal przeżywa wewnętrzny przymus, aby spieszyć na pomoc schorowanej matce, pijącemu ojcu, siostrze która nie wyszła za mąż i leczy się na depresję. Często łapie się na tym, że czas który mógłby poświęcić swoim dzieciom i żonie poświęca na ratowanie swoich rodziców i siostry. Nawet gdy jest w domu z rodziną, w myślach odczuwa niepokój i spogląda na telefon, czy nie ma alarmujących wiadomości z domu rodzinnego. Często czuje się winny, że on sam ma udane i szczęśliwe życie, podczas gdy jego rodzice i siostra cierpią. Czuje silną więź z matką. Z jednej strony ma poczucie obowiązku chronienia jej, z drugiej ogromną złość, że ona nie daje mu chwili wytchnienia, domagając się pomocy, nawet gdy nie jest ona konieczna i niezbędna.

Gdzie są granice naszej lojalności i naszej autonomii w relacji z naszymi rodzicami? Jak ich poszukać i jasno określić? Z doświadczenia wiem, że osoby z rodzin dysfunkcyjnych rozpoczynając terapię, skupiają się na problemach własnych rodziców i rodzeństwa. Można odnieść wrażenie, że ugrzęźli w przeszłości, poczuciu zagrożenia, lęku przed utratą ważnych dla siebie osób oraz toksycznej lojalności. Ich własna rodzina, sukcesy zawodowe, pasje zdają się być nieważne i mało znaczące.

Są już dorośli, więcej rozumieją, wiedzą jak powinni funkcjonować ich rodzice i jak sobie powinni radzić. Próbują ich teraz wziąć w opiekę, zmotywować do leczenia, zmiany zachowań… Gdy to, pomimo wielu starań nie następuje, wpadają w złość i frustracje. Obiecują sobie, że więcej nie dadzą się wciągnąć w płaczliwe prośby o pomoc, po czym sytuacja się powtarza.

Wymuszane przez lata poczucie obowiązku chronienia rodziców lub zastępowania im opiekunów, wyręczania ich w ich własnych obowiązkach, wydaje gorzkie owoce w dorosłym życiu. Poczucie lojalności oraz potrzeba wypełnienia obowiązków względem rodziców i rodzeństwa są tak silne, że odbierają poczucie wolności i satysfakcji z własnego życia.

Wiele osób podejmuje wręcz heroiczną próbę „naprawienia” swoich rodziców. Tęsknota za tym, że ojciec pójdzie na terapię i przestanie pić a wraz z jego abstynencją wróci w domu spokój i poczucie bezpieczeństwa. Tęsknota za tym, że współuzależniona matka odnajdzie wewnętrzny spokój i zajmie się potrzebami swojego już dorosłego dziecka. Poczuć jej ciepło, wsparcie i uwagę. Poczuć to bezpieczeństwo, nasycić się nim, upewnić się, że jest trwałe… to tęsknota każdego dziecka z toksycznego domu. Te pragnienia wraz z dorastaniem nie mija i często przeradzają się w dojmującą potrzebę naprawienia swojej pierwotnej rodziny, licząc na to, że odnajdzie w nim tak bardzo oczekiwane poczucie ciepła, bezpieczeństwa i wsparcia. Dla wielu dorosłych ludzi naprawienie swojego rodzinnego domu staje się ważniejsze od ich własnej rodziny, ich własnych dążeń i osiągnięć. Mało tego, są przekonani, że gdy ich rodzice zaspokoją ich dziecięce potrzeby, będą mogli dopiero cieszyć się swoim życiem bez poczucia winy i lęku.

Czy jest możliwe, aby zmienić własnych rodziców? Nadrobić utracony czas dziecięcych potrzeb?  Wydaj się to mało prawdopodobne. Nawet jeśli rodzice pod naszym naciskiem wprowadzą korektę swoich zachowań, staną się bardziej dostępni i bardziej uważni na nasze potrzeby, to i tak już nie wypełni tej pustki, która w nas pozostała z dzieciństwa.

Wiele dorosłych dzieci rozpaczliwie próbuje wymusić na rodzicach to, co im się – jak sądzą – należy z racji tego, że są ich dziećmi. Robią to w różny sposób: poprzez wypominanie rodzicom ich błędów i obwinianie ich za własne niesatysfakcjonujące życie, próby zasłużenia sobie na ich uwagę kosztem własnej rodziny, popadając w kłopoty, uzależnienia… wszystko po to aby zwrócić ich uwagę na siebie i… własne zaniedbane przez nich potrzeby. Te próby, które z góry skazane są na niepowodzenie, rodzą tylko dodatkową frustrację i ból. Jak przełamać tą wyniszczającą spiralę dziecięcych pragnień, iluzji reparacji własnych rodziców i frustracji? Jak odnaleźć pokój i wewnętrzną wolność? Jak postawić granice między życiem moich rodziców, mojego rodzeństwa a moim własnym życiem? Jak cieszyć się ze swoich sukcesów, swojej rodziny bez poczucia winy? To prawdziwe wyzwanie, które wymaga pracy nad sobą, budowania własnej wartości oraz odnajdywanie w sobie tych zasobów, które mogą przynieść wsparcie w dorosłym życiu.

„Słonecznik”

*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.

Jeśli czujesz że twoje życie nadmiernie koncentruje się wokół swoich rodziców i rodzinnego domu. Jeśli odczuwasz ciągły niepokój i konieczność kontrolowania sytuacji w swoim domu rodzinnym zaniedbując własne życie, swoją rodzinę i swoją pracę to zapraszam na darmową konsultację online.