Małpie przywiązanie

Czyli co zaburza nasze relacje z innymi…


Na jednym z przyjęć u znajomych przyszło wiele młodych rodzin z małymi dziećmi. Dzieci jak to dzieci, zaraz po wejściu do mieszkania rozpoczęły intensywną eksplorację nowego terenu wchodząc w gwałtowne interakcje z innymi dziećmi. Gwar, krzyki a czasem nawet płacz rozchodził się po całym domu. Tylko 5- letnia Zuzia wyglądała na wystraszoną i zamkniętą w sobie. Kurczowo trzymała się swojej mamy, mocno obejmując ją za nogę. Czasem ośmieliła się wyjść do innych dzieci, ale gdy zobaczyła, że matka wstaje aby np. iść do kuchni, zaraz przybiegała i chwytała matkę za nogę, podążając za nią krok w krok. Wiele rodziców skarży się, że ich dzieci są tak „przylepne”, że nie mogą nawet iść sami do łazienki… Czy jest to specyficzna cecha charakteru dziecka czy raczej specyficzny rodzaj przywiązania który ma swoje źródło w ukształtowanej już relacji matka(opiekun) – dziecko?

Psycholog amerykański Harry Harlow dokonał przełomowego odkrycia. Do swojego eksperymentu wykorzystał żywe małe małpki. Zbudował dwie atrapy matki, jedną z drutu, wyposażona w butelkę i smoczek, druga wykonaną z miękkiego materiału ale bez butelki z mlekiem. Oba sztuczne modele matki były podgrzewane, aby sprawiały wrażenie ciepła i bliskości. Wypuszczona młoda małpka biegła najpierw do matki z drutu, zaspokajała szybko pragnienie głodu i natychmiast biegła do matki z ciepłej tkaniny, przywierając do niej całym ciałem. Gdy małpka została wystraszona (sztucznym robotem) natychmiast biegła do „miękkiej” matki, kojąc swój lęk. Okazało się że mała małpka dziennie spędziła 17 godzin przy miękkiej „matce”, a tylko 1 godzinę przy „matce” karmiącej. W innym eksperymencie przygotował cztery modele matek z ciepłej tkaniny, ale wyposażone w nieprzyjemne niespodzianki: jedna potrząsała gwałtownie, druga dmuchała silnym strumieniem, trzecia wyrzucała dziecko poza jej zasięg a czwarta wysuwała mosiężne kolce. Co ciekawe, małpki pomimo tak dużego dyskomfortu jeszcze silniej przylegały do raniących je „matek”. I choć eksperyment miał ogromne znaczenie, był tak drastyczny (obraz osieroconych małych małpek był porażający), że został zakazane i nigdy go więcej nie powtórzono.

Na podstawie własnych obserwacji a także wykorzystując eksperyment Harlowa, brytyjski psychiatra i psychoanalityk John Bowlby, a później jego współpracowniczka Mary Ainsworth, opracowali nowatorską teorię w psychologii, opisującej w jaki sposób tworzy się więź między dzieckiem a jego głównym opiekunem, zwykle matką, i jaki wpływ na rozwój dziecka ma zaburzenie tej więzi. Odkryli, że wspólnie tworzone relacje przywiązania są najważniejszym kontekstem w etapie rozwoju jednostki. Bowlby w badaniach nad młodocianymi przestępcami, połączył ich trudności adaptacyjne z doświadczeniem wczesnych strat związanych z utratą ważnych obiektów opiekuńczych lub przedłużającą się separacją. Taką traumatyczną separacją może być np. rozłąka, jaką dziecko doświadcza idąc do szpitala. To właśnie dzięki tym nowatorskim odkryciom dzisiaj rodzice mogą przebywać z dziećmi na oddziałach szpitalnych, aby nie dopuścić do traumatycznej  i przedłużającej się rozłąki.

Mary Ainsworth obserwując matki i ich niemowlęta odkryła trzy rodzaje przywiązania, w zależności od jakości relacji między nimi. W tym celu poddała dzieci i ich matki krótkiemu eksperymentowi, w którym matka wychodzi na chwilę, pozostawiając swoje dziecko w obcym środowisku a następnie po krótkiej chwili powraca. I właśnie powrót matki i reakcja dzieci stały się dla badającej wskaźnikiem specyficznych zaburzeń dotyczących relacji. Wymieńmy je i scharakteryzujmy:

Przywiązanie bezpieczne – kiedy dziecko pozostawione na krótki czas odczuwa niepokój, po powrocie matki uspokaja się przy niej i powraca do wcześniejszej zabawy. Ainsworth zauważyła, że matki tych dzieci umiały się dostroić do rytmu, jaki nadawały te dzieci. Przytulały je, kiedy tego potrzebowały i pozwalały im się oddalić, kiedy dziecko chciało samodzielnie eksplorować otoczenie. Jednym słowem były matkami które w wystarczający sposób odpowiadały na potrzeby dziecka.

Przywiązanie unikające – dzieci z tej grupy prawie obojętnie reagowały na zniknięcie matki, jak i na jej powrót. Brak widocznych emocji można odbierać jako pozorny spokój i opanowanie. W rzeczywistości ich serce biło tak samo mocno w czasie separacji jak ich rówieśników z grupy bezpiecznej, a pomiar kortyzolu (hormonu stresu) świadczył o ich poczuciu zagrożenia i rozpaczy. Ten model relacji tworzy się w sytuacji, gdy matka unika lub karze dziecko za próby nawiązania bliskiego kontaktu fizycznego i emocjonalnego a w swoim podejściu do dziecka jest szorstka i chłodna. Dziecko z tej grupy, gdy jest przytulane, pozostaje obojętne i nie odwzajemnia gestów bliskości.

Przywiązanie ambiwalentne – dzieci z tej grupy wyjście matki przeżywały z bardzo dużym niepokojem a po ich powrocie nie dały się uspokoić i nie były zdolne wrócić do zabawy. Na powrót matki reagowały agresją i odrzuceniem jednocześnie, domagając się natarczywie jej bliskości. Ten typ więzi tworzy się, gdy interakcję dzieci z tymi matkami cechuje nieprzewidywalność. Dzieci nie miały pewności, kiedy będą miały dostęp do matki, a kiedy nie. Wprawdzie matki nie wysyłały wprost komunikatów które by wskazywały na fizyczne czy emocjonalne odrzucenie, ale ich kontakt z dziećmi cechował porównywalny brak wrażliwości. Dodatkowo matki zniechęcały dzieci do autonomii, co mogło tłumić w dziecku chęć eksplorowania świata.

Wraz z postępem badań wyodrębniono później dodatkowy rodzaj przywiązania.

Przywiązanie zdezorganizowane – gdy dzieci po powrocie matki reagowały w sposób nieprzewidywalny np. biegły do matki i wycofywały się, zasłaniały ręką usta albo oczy, wpadały w trans lub stan oszołomienia. Ten typ przywiązania wytwarza się w sytuacjach, gdy obiekt przywiązania jest traktowany jako bezpieczna przystań i jednocześnie jako źródło zagrożenia. Ekspresja zachowań dziecka pokazuje, że jest ono bez wyjścia: potrzebuje opiekuńczego obiektu a jednocześnie czuje strach i zagrożenie. Ten typ przywiązania kształtuje się w sytuacjach, gdy dziecko staje się ofiarą przemocy.

Nietrudno wyobrazić sobie, jak wytworzone typy przywiązania z najważniejszymi obiektami ujawnią się w dorosłym życiu. Pewien mężczyzna po wejściu do gabinetu terapeutycznego odsunął fotel na przeciwległy kraniec pokoju. W trakcie pracy ujawnił tak silne trudności w zbliżeniu się emocjonalnym i fizycznym, że nie był w stanie założyć rodziny, a zbudowanie relacji terapeutycznej zajęło mu dwa lata. Są osoby, które wykazują tak silne pragnienie przywiązania, że nie potrafią postawić granic, narażając się tym samym na wykorzystanie i przemoc ze strony innych. Inni znowu naprzemiennie ulegają silnym emocjom przywiązania, po czym w krótkim czasie reagują odrzuceniem i dewaluacją drugiej osoby. Zapisany model przywiązania będzie działał bez naszej zgody i świadomości aż do momenty kiedy podejmiemy świadomą decyzje korekty.

Teoria przywiązania stałą się też inspiracją do nowego spojrzenia na relację psychoterapeutyczną i jej roli w przełamywaniu zaburzeń psychicznych. John Bowlby tak pisał: „Rola terapeuty jest analogiczna do roli matki zapewniającej dziecku bezpieczną bazę, z której może ono eksplorować świat.”

Czy można zmienić model przywiązania?  Czy można poprawić swoje obecne relacje z ważnymi dla siebie osobami?  To trudne wyzwanie i wymaga cierpliwości i pomocy psychoterapeutycznej. Jeśli chciałbyś bliżej poznać możliwość osobistej pracy nad własnymi trudnościami związanymi z przywiązaniem,  zapraszam na darmową konsultację online, która być może zaowocuje dalszą współpracą terapeutyczną.

*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.