Czyli o dużych i małych dziecięcych marzeniach

Niespełna 4-letni Franek je śniadanie – owsiankę, do której z lubością dosypuje jagód goji. W pewnym momencie przygląda się dłużej wyciągniętym z opakowania czerwonym, suszonym owocom.
– Mamo, chciałbym zjeść taką prosto z krzaczka. Nie suszoną. Proszę…mogę?
To jedno niewinne zdanie staje się początkiem fascynującej rozmowy, która trwa przez następny kwadrans. Hm… Nie jestem pewna, ale chyba u nas nie rosną jagody goji. Chcesz sprawdzić, gdzie rosną? – mama Franka sięga po telefon i wpisuje w wyszukiwarkę hasło: „gdzie rosną jagody jogi”, nie mając jeszcze świadomości, w jakim kierunku potoczy się ta sytuacja. Po chwili informuje: – Rosną w Tybecie, Mongolii i niskich partiach Himalajów. To takie bardzo wysokie góry w Azji.
W oczach chłopczyka widać błysk i po chwili ma już gotową propozycję: – Pojedźmy tam, dzisiaj. Chcę tam pojechać i zjeść jagódkę z krzaczka – ogłasza stanowczym tonem przewodniczącego składu sędziowskiego. Widać, że jest zdeterminowany.
Mama Franka ma teraz swoje pięc minut. Dajmy jej czas na przemyślenie, jak powinna wybrnąć z tego pięknego, ale nieco karkołomnego pomysłu. Zatrzymajmy na chwilę obraz w kadrze, i zastanówmy się, co to za sytuacja.
Oto mały chłopczyk właśnie wypowiedział swoje wielkie marzenie. Byłoby zapewne prościej dla rodziców, gdyby wypowiedział marzenie o czymś materialnym – wystarczy tylko w sklepie zbliżyć kartę do czytnika. To pocieszające, że w erze krzyczących zewsząd reklam, zachęcających do kupowania, dzieci wciąż potrafią marzyć o dalekich podróżach, byciu astronautą czy tańcu w balecie.
Marzenia na każdym etapie rozwoju dziecka są niezwykle ważne. Rozwijają kreatywność i wyobraźnię, budują poczucie własnej wartości. Sprawiają, że dziecko stawia sobie wyzwania i dąży do ich realizacji. Pomagają w radzeniu sobie z emocjami.
Idealna i pożądana jest sytuacja, gdy mądry rodzic szanuje i akceptuje dziecięce marzenia – nie lekceważy, nie krytykuje, nie ośmiesza. Nie oznacza to bynajmniej, że mama Franka powinna jutro wykupić bilet lotniczy do Lhasy z międzylądowaniem w Szanghaju, a następnie spakować się, wyruszając na poszukiwanie jagód „prosto z krzaczka”. Wielu dziecięcych marzeń nie da się spełnić od ręki, i nie o to tutaj chodzi. Chodzi o to, aby nie zgasić w dziecku dążenia i „chcenia” czegoś więcej. Dotyczy to zarówno marzeń materialnych, jak i niematerialnych. W przypadku tych pierwszych, można angażować dziecko w działania, które przybliżą go do ich spełniania – pokazać mu, że jeśli bardzo pragnie jakiejś zabawki – i nie jest to chwilowa zachcianka, ale rzeczywiste marzenie – może ją zdobyć, podejmując konkretne kroki, np. rezygnując z innych wydatków, sprzedając nie używane już gry czy zabawki.
W przypadku marzeń niematerialnych warto z dzieckiem rozmawiać, pomagając mu skonkretyzować i ożywić jego marzenia, poprzez opowiadanie o tym lub rysowanie. Warto przy tym uczyć również przyjmowania porażek i niepowodzeń, z którymi dziecko spotka się nieuchronnie. Dziecko, które umie przeżywać rozczarowania jako coś, co nie przekreśla jego wartości, będzie umiało wyciągać z nich wnioski i iść dalej, nie poddając się niepowodzeniom.
Mama Franka po chwili namysłu odparła, że dziś wprawdzie nie mogą pojechać tam, gdzie rosną jagody goji, ponieważ to bardzo, bardzo daleko i do tej podróży trzeba się dobrze przygotować. Ale gdy Franek będzie większy, to z pewnością kiedyś uda mu się tam pojechać, i nie tylko spróbować jagód goji prosto z krzaczka, ale w dodatku zobaczyć najwyższe góry świata i poznać ciekawych ludzi, którzy wyglądają nieco inaczej niż my i noszą piękne, kolorowe ubrania. Jest szansa, że marzenie o podróżach i ciekawość świata nie zgaśnie w małym chłopczyku, który dość nieświadomie jeszcze, od małej suszonej jagódki przeszedł do całkiem poważnych, pięknych marzeń o dalekich podróżach.
W życiu jednak rzadko mamy do czynienia z sytuacją idealną. Wielu z nas być może pamięta zgoła inne podejście swoich rodziców do dziecięcych marzeń. Pewna dziewczynka bardzo marzyła o małym, drewnianym domku w ogrodzie. Ojciec wprawdzie obiecał zbudować domek, zorganizował nawet drewno, ale słowa nie dotrzymał, widocznie nie uznając tego za istotne. Dziewczynka, już jako dorosła osoba, pamięta o tym do dziś. Inna dziewczynka mówiła wciąż o tym, że chce trenować karate. Jej rodzice skwitowali to wzruszeniem ramion oraz stwierdzeniem, że nie mają takich możliwości finansowych ani logistycznych, aby wozić ją na zajęcia, i temat umarł samoistnie. Pewien chłopczyk bardzo chciał tańczyć w góralskim zespole regionalnym, ale ojciec stwierdził, że to wymysł, który na nic się w życiu nie przyda, bo chłopcy powinni interesować się motoryzacją i majsterkowaniem. Część z nas pewnie pamięta podobne historie z własnego dzieciństwa. Dzisiaj wiemy ponad wszelką wątpliwość, że lekceważenie dziecięcych marzeń jest podcinaniem skrzydeł. Jako dorośli, wciąż mamy w pamięci te nasze małe niespełnione marzenia, i to dojmujące uczucie, gdy czegoś bardzo pragnęliśmy, nie znajdując jednak u dorosłych żadnego zrozumienia. W konsekwencji może być i tak, że w dorosłym życiu jesteśmy wycofani, brak nam energii i motywacji do działania, wiary w siebie i w możliwość powodzenia naszych wysiłków. Zamiast brać sprawy w swoje ręce, biernie przyglądamy się temu, co przynosi życie. Pomocna w odzyskaniu wiary we własne siły jest psychoterapia. Pozwala spojrzeć w oczy dziecku, któremu nie dano szansy spełnić małych marzeń, i na nowo ustalić reguły, w których „marzenia zawsze zwyciężają rzeczywistość, gdy im na to pozwolić” (Stanisław Lem).
„Słonecznik”
*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.