Czyli o samotności wśród ludzi…

Na forum internetowym poświęconym wsparciu psychologicznemu Ola zamieściła taki wpis: #problemzsamotnoscia
Zauważyłam u siebie duży problem z samotnością, pomimo bycia w małżeństwie i aktywności w pracy zawodowej. Czuję że moje życie jest pozbawione większego znaczenia, codzienność jest monotonna i przytłaczająca, nic mnie nie cieszy. Jaki może być tego powód? Co można z tym zrobić?
Samotność to nie tylko życie w pojedynkę czy izolacja fizyczna. W czasie pandemii doświadczyliśmy tej dosłownej samotności, jako konsekwencji bycia w izolacji czy kwarantannie. Człowiek z takim rodzajem samotności jest w stanie dobrze sobie poradzić, ponieważ ma świadomość, że jest to tylko krótki, przemijający stan. Znacznie trudniej poradzić sobie z samotnością na poziomie emocjonalnym, brakiem poczucia więzi – ponieważ ten stan jest zwykle długotrwały i bardziej dotkliwy.
Zdarza się, że pomimo pozornie bogatego życia towarzyskiego, czujemy się osamotnieni. Będąc w rodzinie, czujemy się jakoś „na uboczu”, inni, nie zrozumiani, nie pasujący do reszty rodzinnej układanki. Nasi bliscy nie zawsze mogą dzielić z nami nasze emocje i problemy. Niekoniecznie dlatego, że nas lekceważą. Czasami po prostu nie stać ich na to, sami nie posiadają wystarczających zasobów, by udzielić nam wsparcia, pomimo dobrych chęci. Bywa i tak, że zwyczajnie nie chcą nas wspierać, koncentrując się na sobie.
Jako ludzie jesteśmy w pewnym sensie „zaprogramowani” na tworzenie więzi z innymi ludźmi. Wchodząc w związek z drugą osobą, mamy czasami złudne przekonanie, że odtąd nigdy już nie będziemy samotni. Życie w związku z drugim człowiekiem bywa postrzegane jako najlepsza recepta na osamotnienie. Tymczasem po pewnym czasie okazuje się, że wraz z opadającą falą fascynacji spada również wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka. Okazuje się, że czujemy się nieważni, nie docenieni, pozostawieni sami sobie. Mąż woli wyjść z kolegami na piwo, pojechać z bratem na ryby. Żona poświęca cały wolny czas swojemu hobby, dzieciom czy pracy charytatywnej.
Oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością, zwłaszcza wtedy, gdy mieliśmy wizję związku jako instytucji, w której jesteśmy niemal nierozłączni – co już z założenia jest iluzją niemożliwą do osiągnięcia. Można czuć się osamotnionym nawet wówczas, gdy spędzamy ze sobą dużo czasu i robimy wspólnie różne rzeczy. Poczucie osamotnienia nie jest bowiem związane z okolicznościami i warunkami zewnętrznymi, Jego źródło jest w naszej głowie.
Bycie samotnym wśród bliskich ma zwykle swój początek w dzieciństwie. Jest uzależnione od stylu przywiązania, który był wówczas naszym udziałem. Jeżeli wtedy, w trudnym dla dziecka czasie zmagania się ze złością i innymi emocjami, nie otrzymaliśmy dostatecznie dużo wsparcia i akceptacji, a rodzice nie podjęli próby zrozumienia naszych przeżyć, jako dorośli możemy odczuwać dotkliwą pustkę i brak relacji. Bardzo często jesteśmy wewnętrznie rozdarci – z jednej strony bardzo trudno nam z tą samotnością, a z drugiej – boimy się zbudowania bliższych więzi, które postrzegamy jako niosące z sobą jakiś rodzaj zniewolenia czy uzależnienia. Im gorsza była jakość naszej więzi z rodzicami, tym większego poczucia osamotnienia możemy doświadczać w dorosłym życiu.
O takiej samotności pięknie opowiedział japoński pisarz Takashi Hiraide w swojej krótkiej powieści zatytułowanej „Kot, który spadł z nieba”. Oto na przedmieściach Tokio, w małym domku z ogrodem mieszka małżeństwo trzydziestolatków, którzy nie mają dzieci. Żyją pochłonięci pracą, coraz mniej rozmawiając, poddając się rutynie. Są pozornie blisko, ale jednak w rzeczywistości bardzo daleko od siebie. Pewnego dnia w ich ogrodzie pojawia się Chibi – biała kotka pachnąca wiatrem i wolnością. Pojawienie się kotki inicjuje w nich pewną powolną przemianę. Codzienność przestaje być tak boleśnie monotonna, mąż i żona dzięki Chibi uczą się na nowo odnajdywać drobną radość życia, dostrzegać drobiazgi takie jak spadające z drzew liście czy ważka, która przysiada na chwilę na dłoni. Regularne wizyty kotki stają się wyczekiwanym elementem każdego dnia, a powtarzające się rytuały, takie jak zaniesienie jej posiłku – obowiązkiem scalającym ich ze zwierzątkiem, i ze sobą wzajemnie. Ostatecznie muszą się zmierzyć z jej zniknięciem, a więc z pewnego rodzaju przemijaniem i poczuciem straty. Pomimo to jednak zostaje w nich ta szczególna uważność, której nauczyła ich Chibi. W tej opowieści kryje się podpowiedź dla nas, ludzi XXI wieku, doświadczających samotności pośród tłumów. Receptą na osamotnienie nie jest mnożenie iluzorycznych kontaktów i znajomości, ale podróż w głąb siebie, zrozumienie swoich emocji, pogodzenie się z samym sobą oraz uważność i otwartość na otaczającą nas rzeczywistość.
„Słonecznik”
*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.