Czyli kiedy powiedzieć rodzicom nie…

Na jednym z forów internetowych Beata pisze z prośbą o radę i pomoc w obiektywnej ocenie sytuacji:”Mam problem i nie wiem, jak sobie z nim poradzić. Jesteśmy małżeństwem od kilku miesięcy (…). Mój mąż codziennie bywa w domu swoich rodziców, je obiadek u mamusi. Po pracy przesiaduje u rodziców, zamiast wrócić do domu i popchnąć do przodu coś z prac domowych. W tym czasie jeździ ze swoją mamą na zakupy, do lekarza, w odwiedziny do znajomych. Dzwonią do siebie codziennie (…)”.Pewnie każdy z nas zna przynajmniej jedną taką osobę, która pomimo wejścia w dorosłość, w związek małżeński, pozostawała pod dużym wpływem rodziców, a zwłaszcza mamy.
Dlaczego tak się dzieje? Czy tak silne więzi z rodzicami to pozytywne zjawisko, czy raczej coś, co trzeba zmienić?
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu taki problem prawdopodobnie nie był znany w społeczeństwie. Ludzie żyli w rodzinach wielopokoleniowych, a więc było dość naturalne, że na życie młodych ludzi, oprócz nich samych, miało znaczny wpływ również ich najbliższe otoczenie – rodzice, teściowie, dziadkowie. Być może ingerowanie rodziców w życie dorosłych dzieci było wówczas z różnych względów akceptowane nieco bardziej niż teraz. W miarę upływu czasu zaczęliśmy dążyć do uzyskania większej indywidualności i niezależności. Wtedy okazało się, że dla niektórych osób odcięcie się od rodzinnego domu w zdrowy sposób i ułożenie własnego życia bywa wyjątkowo trudne.
W procesie rozwoju psychicznego człowieka przychodzi taki moment, w którym musi on nabrać dystansu emocjonalnego do swoich rodziców. Często zbiega się to w czasie z osiągnięciem dorosłości, ukończeniem procesu kształcenia, podjęciem stałej pracy i wyprowadzką z domu rodzinnego. Robert Weiss, amerykański pedagog i ekspert kliniczny w leczeniu zaburzeń intymności u dorosłych twierdzi, że „kiedy nadchodzi w końcu czas, by dzieci stworzyły własne ognisko rodzinne, ich nici przywiązania do rodziców muszą stać się słabsze, a następnie pęknąć. W przeciwnym razie ich niezależne życie nie będzie łatwe pod względem emocjonalnym”.
Co jednak w praktyce ma oznaczać to „pęknięcie nici przywiązania”?Jak znaleźć równowagę? Jak postępować z nadopiekuńczymi rodzicami, którzy nie chcą słyszeć o tym, że dorosłe dziecko chce żyć po swojemu?
Otóż „pęknięcie nici przywiązania” nie musi wcale oznaczać zupełnego odcięcia się od rodziców, to byłoby trudne do osiągnięcia, nawet w przypadku, gdy relacje z rodzicami nie należały do łatwych. Większość z nas podtrzymuje przecież swoje relacje z rodzicami przez całe życie, a w momencie ich śmierci przeżywa głęboki smutek i żałobę. To świadczy o ważności tych więzi i o tym, że to przywiązanie do rodziców w pewnym sensie zostaje z nami na całe nasze życie.
Problem pojawia się wtedy, gdy przywiązanie do rodziców pozostaje naszym głównym przywiązaniem, pomimo wejścia w dorosłość i w związek małżeński. Zazwyczaj jest to związane ze strategiami postępowania, które stosują rodzice. Jeżeli nie potrafią oni pogodzić się z utratą kontroli nad swoim dzieckiem, ograniczonym wpływem na jego życiowe wybory – podejmują działania, które mają na celu „emocjonalne wiązanie” dorosłego już dziecka.
W przypadku męża Beaty opisującej na forum historię swojego męża i jego relacji z matką, takimi strategiami „emocjonalnego wiązania” było ciągłe angażowanie syna w sprawy domu rodzinnego, kosztem jego własnej rodziny. Może to być również kupowanie uwagi dziecka poprzez nadmierne skargi związane ze stanem zdrowia: „Znowu tak fatalnie się czuję…”. Szantaż emocjonalny: „To ja ci dałam życie, a ty tak mi dziękujesz za lata poświęceń? To ja już nie mam nic do powiedzenia?”. Wywoływanie poczucia winy: „Nawet nie ma kto mi zrobić zakupów”. Negowanie wyborów dokonanych przez dziecko: „Ta twoja żona nawet nie ma czasu ugotować porządnego obiadu”. Ingerowanie w decyzje podejmowane przez dziecko: „Znalazłam najlepsze przedszkole dla mojego wnuka”.
Przyczyna takiego stanu rzeczy po stronie rodziców, to prawie zawsze smutek wynikający z opuszczenia przez dziecko domu rodzinnego, brak pogodzenia się z upływem czasu, chęć sprawienia, by dziecko „nie dorosło”, poczucie utraty kontroli.
Czasami również ze strony dziecka występuje jakiś element niewłaściwego przywiązania, wynikający np. z obawy przed dorosłością i podejmowaniem odpowiedzialności.
Aby zbudować dobrą relację partnerską, konieczne jest postawienie rodzicom zdrowych granic. Nie oznacza to, że rodzice nie mogą mieć absolutnie żadnego wpływu na życie i wybory swoich dzieci. Mogą, a nawet być może powinni. Jednak nie można im pozwolić stawiać się w roli „rozgrywających”. Mogą pełnić funkcję biernego doradcy, co oznacza, że wolno im wyrazić swoje zdanie, ale dopiero wtedy, gdy zostaną o to zapytani. Ze świadomością, że ich rada może zostać przyjęta lub odrzucona, i nie stanowi to powodu do wejścia na wojenną ścieżkę. Tak naprawdę chodzi o odnalezienie złotego środka, osiągnięcie stanu, w którym wyzbywamy się zależności i podporządkowania wobec rodziców, a jednocześnie jesteśmy w stanie przyjąć ich punkt widzenia, jeżeli uznamy to za dobre dla nas.
Jeżeli jedna z osób w małżeństwie nie pozbyła się „nici przywiązania”, taka sytuacja będzie stopniowo rujnować związek, ponieważ życie pod dyktando rodziców praktycznie uniemożliwia zbudowania zdrowej relacji między dwojgiem dorosłych ludzi.
Co więc można zrobić w tym zakresie?1. Asertywnie stawiać granice i dbać o swoją autonomię.2. Wymagać konsekwentnie respektowania tych granic.
3. Pamiętać o tym, że każdy człowiek ma prawo do własnego zdania, wyborów i decyzji.4. Nie obawiać się narazić na niezadowolenie rodziców, które będzie reakcją na sprzeciw wobec ich zdania.
W sytuacji, w której znalazła się autorka przywołanego na początku internetowego wpisu, kluczowa byłaby odpowiedź na pytanie – czy jej mąż widzi problem w tej sytuacji? Jeżeli nie, trudno będzie cokolwiek zrobić za niego. Ale jeżeli dostrzega, że jego relacje z matką negatywnie wpływają na jego małżeństwo, jest nadzieja na zmianę. Podjęcie psychoterapii daje możliwość przyjrzenia się z bliska tej sytuacji, zrozumienia swoich potrzeb i emocji, postawienia zdrowych granic nadopiekuńczej i ingerującej matce, a tym samym odbudowania sypiących się fundamentów związku.
Jeśli czujesz że twoje więzi z rodzicami są tak silne że stajesz się niezdolny do własnych wyborów, lub gdy znacząco wpływają na twoje relacje małżeńskie, to może oznaczać silny wewnętrzny konflikt związany z lojalnością lub separacją. Jeśli chciałbyś otrzymać pomoc w zobiektywizowaniu swojej sytuacji i odważnym postawieniu granic, zapraszam na darmową konsultację online.
*Wszystkie teksty na blogu są tekstami autorskimi. Kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez zgody „Słonecznik” jest nieetyczne.